wtorek, 7 sierpnia 2018

Najnowszy trailer książki pt: "Runa" Vera Buck od Wydawnictwa Initium



Witajcie Kochani😉



Chcę was zaprosić do obejrzenia bardzo ciekawego Trailer książki pt: "Runa" Very Buck od Wydawnictwa Initium. Filmik jest zrealizowany w ciekawy sposób i imponująco się prezentuje.

 Myślę, że ci co jeszcze się wahają nad kupnem książki, szybko zmienią zadanie po obejrzeniu trailera. Zapraszam 
Premiera książki 3  września. 

https://www.youtube.com/watch?v=MKM87h7HIQM&feature=youtu.be

Opis książki:


Paryż, rok 1884.
Doktor Charcot na oddziale neurologicznym kliniki Salpêtrière przeprowadza eksperymenty na histeryczkach.
Jego pokazy hipnozy ściągają widzów z całej Europy; znany neurolog niczym magik sprawia, że pacjentki tańczą przed zgromadzoną publicznością. Któregoś dnia na oddział trafia Runa, mała dziewczynka, która opiera się wszelkim metodom terapeutycznym. Jori Hell, szwajcarski student medycyny, widzi w tym szansę na zdobycie upragnionego tytułu doktora i wysuwa śmiałą propozycję zabiegu, który do tej pory wydawał się nie do pomyślenia. Chce jako pierwszy lekarz w historii medycyny operacyjnie usunąć obłęd z mózgu pacjentki.
Nie wie jednak, że Runa zostawiła w mieście tajemnicze wiadomości, ściągając na siebie uwagę innych osób. Zna też najmroczniejszą tajemnicę Joriego…

Vera Buck po mistrzowsku łączy literaturę z historią medycyny.
Fascynujące tło historyczne: Paryż dziewiętnastego wieku, słynny zakład dla obłąkanych La Salpêtrière i mroczne początki psychiatrii.

środa, 25 lipca 2018

23/52/2018/ "Zamęt" Vincent V. Severski



Tytuł: "Zamęt"
Autor: Vincent V. Severski
Liczba stron: 524
Wydawnictwo: Czarna Owca




Witajcie Kochani!!!

    Wakacji minęły mi jak z bicza strzelił. Kocham Polskie morze i jakbym mogłam często bym wracała w to miejsce. Choć innym może się wydawać, że pogoda nas nie rozpieszcza nad morzem, to dla mnie nie ma barier, abym nie mogłam pójść na plaże i powdychać bryze napływającą gdzieś z daleka.
    W czasie urlopu postanowiłam jednak nie czytać żadnej książki, gdyż poprzez pracę i obowiązki zaniedbuje domowe ognisko rodzinne. Przynajmiej mam takie lekkie poczucie winny z tegoż powodu.
     Ale kochani już jestem😉 wypoczęta, pełna energii i z nowymi pomysłami. Zawsze tak mam, że po urlopie w ślimaczym tempie pochodzę do czytania książek🤔 Też tak macie? Ale spokojnie udało mi się przeczytać książkę Vincent Severskiego pt. "Zamęt". To powieść szpiegowska, ale ja bym jej nie zaliczała do tego gatunku literackiego. Jeśli chodzi o tego typu powieści to nie zabardzo w nich gustuje. Oczywiście znajdą się książki szpiegowskie, które podbiły serca wielu czytelników. Kiedyś i ja mam zamiar nawet po nie sięgnąć. Co do powieści Severskiego to muszę przyznać, że książka miała swoje wzloty i upadki. Momentami mnie wciągały ciekawe wątki, innej zaś mnie nużyły i irytowały. Niestety opis był bardzo zachęcający do sięgnięcia po tę pozycję, ale w środku wiało nudą, prostotą i przewidywalnością . Jak to moją dobra koleżanka powiedziała:  "Nie zawsze ładne opakowanie, zwiastuje ciekawe wnętrze". I chyba to jest dobre określenie owej książki.

 W pakistanie zostaje porwany przez talibów polski biznesmen. Do akcji ratunkowej  ruszyła tajna organizacja  znana jako 'Sekcja'. Okazuje się jednak, że porwanie jest częścią szerszego planu. 'Sekcja'(Monika, Dima, Ela i Witek) pod kierunkiem Romana Leskiego, z narażeniem życia próbują zdemaskować zdrajcę działającego w szeregach polskiego wywiadu. Rozwiązanie  szpiegowskiej zagadki wymaga podróży  do Grecji, Rosji, Pakistanu i RPA.


" W każdej teczce, pękatej  od najdziwniejszych  dokumentów,  zamknięta była czyjaś dusza, czyjś los i zapisane przeznaczenie"

Akcja na początku powieści jest bardzo chaotycznie zbudowana, ponieważ dostajemy bardzo dużo informacji o przygotowaniach do porwania Henryka Olewskiego przez grupe talibów pod dowództwem nie jakiego "Tygrysa". 
Przy tym fragmencie byłam bardzo znudzona, a to dopiero piędziesiąta strona.😱 Muszę przyznać, że liczyłam naprawdę na coś dobrego. Na coś wciągającego i powalającego, tym bardziej, że Severski to były agent w służbowach wywiadowczych. Więc dlaczego dostaje ochłapy i opisy, które nijak odnoszą się do powieści szpiegowskiej?🤔. No, ale dobre pomyślałam pewnie autora buduje napięcie. Co w sumie w przypadku poprzednich serii, Severskiemu wychodziło doskonale. 

"Zamęt"  zrobił mi mętlik w głowie. Co prawda książka trochę się rozkręciła, ale to za mało jak na powieść szpiegowską. Jeśli chodzi o bohaterów to ich charakterystyka, były za bardzo dokładna i momentami niepotrzebne, gdyż nic nie wnosiły do sprawy. A sytuacje codzienne w których obcowali jako 'normalni' ludzie były bardzo opisowe i rozwlekłe. Miałam wrażenia, że autor skupił się na jednej postaci (Dima) i zaczął opowiadać nam jego życie od narodzin (a nawet inne historie rodzinna przed przyjściem na świat naszego bohatera) do momentu rozwiązania sprawy zdrajcy. Choć postać Dimy jest kluczowa, bo dzięki swoim znajomością zapobiegł całej sytuacji. Zaś jeśli chodzi o całą resztę ekipy były wątki dość połowiczne i adekwatne do całej zamieszania. 


"- Jak to mówicie?- zapytał na głos.- Posłać na czas to taktyka. Posłać tam, gdzie trzeba,  to strategie. Posłać na czas,  gdzie trzeba,  i tego, kogo trzeba, to już talent"

Porwanie biznesmena, przez terrortstów i cała ta otoczka, co się dzieje z nim. Podczas gdy Sekcja próbuje go uwolnić jest naprawdę nudny wątkiem w całej tej powieści. Dlaczego? Ponieważ całe to porwanie jest tylko czystą grą polityczną. Podczas czytania poznajemy mnóstwo osób na wysokim szczeblu politycznym. To właśnie w ich głowach rodzi się pomysł porwania biznesmena (który nie jest tylko zwykłym obywatelem Polski). Ten pomysł ma za zadanie obalić dotychczasowe rządy w Agencji wywiadowczej. A co na to Romana Leski? To dzięki jemu i jego ekipie udaje się zniwelować plany zdrajców politycznych.

Podsumowując. Powieść jest bardzo rozbudowana, chyba bym ją zaliczała do powieści obyczajowych z domieszką sensacji. Rozdziały są krótkie, dzięki czemu szybko się czyta, aczkolwiek gdzie nie- gdzie nie wnoszą nic do wątku. Akcja mnie nie wciągnęła, myślałam, że będą pościgi, szczelaniny i bardzo dużo wartkiej akcji fabularnej. Niestety nic z tego nie było, miałam wrażenie, iż bohaterowie Sekcji są zmęczeni całą akcją ratunkową i chcą zacząć żyć jak normalni ludzie. Emocje i uczucie jakie towarzyszą naszym bohaterom są sztucznie wykreowane. Nie ma tu mowy o miłości jako uczuciu, aczkolwiek autor chcę nas nakierować, że takowe uczucia są. Ale niestety słabo i sztucznie to wyszło.  W powieści znajdziemy bardzo dużo powtórzeń co mnie rozpraszało i zbijało  z trop od głównego wątku.
Myślę, że Severski się zagubił, po fantastycznej serii "Nielegalni" która jest godna polecena, to zaś "Zamęt" jest tego przeciwieństwem. Choć zakończenie jest bardzo przewidujące to jakoś ciężko mi było dobić do końca wiedząc jak to się wszystko zakończy. Napewno kiedyś powrócę do powieści Severskiego, przynajmiej do serii "Nielegalni". Ale nowe powieści zdecydowanie sobie odpuszczę na jakiś czas.



Za możliwość przeczytania książki bardzo dziękuje Monice Burchart oraz Wydawnictwu Czarna Owca 









środa, 27 czerwca 2018

22/52/2018/ "Historia złych uczynków" Katarzyna Zyskowska





Tytuł: "Historia złych uczynków"
Autor: Katarzyna Zyskowska
Liczba stron: 496
Wydawnictwo: Znak




Dzień dobry kochani!!!

    Przez ostatnie dni małam bardzo mało czasu na czytanie. Może to przez nadmiar pracy, której ostatnio mam bardzo dużo. I jak to z początkiem wakacji bywa, zawsze w tym czasie mam dla siebie mniej czasu. Kocham czytać!!! Czytam wszędzie. W podróży do pracy, w poczekalni u lekarza, w przerwie między spotkaniami z klientem, a nawet zdarza mi się czytać nocami. W mojej torebce zawsze jest miejsce na książkę i nawet jakbym miała zrezygnować z jakiejś rzeczy. To napewno nie byłaby, to książka. Ale dość już o mnie. Chcę wam powiedzieć o książce, która wbiła mnie w fotel i wywróciła mój świat do góry nogami. Mowa o książce pt. "Historia złych uczynków" Katarzyny Zyskowskiej. Ta debiutancka powieść zasługuje na miano książki roku. Dramatyzm i przewrotność losu królują w tejże lekturze. Zyskowska ZASKAKUJE i podejmuje bardzo trudny temat więzi rodzinnych, który wzbudza pewne kontrowersje.

"Jednak zło jest zawsze bardziej pociągające niż dobro"

Nina przyjeżdza do Warszawy. Wierzy, że ma szansę na lepsze życie niż jej matka. Jednak dzień, w którym wsiada do samochodu z tajemniczym mężczyzną, zmienia wszystko nieodwracalnie. Nina wikła się w toksyczny, niebezpieczny związek. Miłosz ją fascynuje i przeraża. Kontroluje. Uzależnia. Zmusza do rzeczy, których nigdy by nie zrobiła. A potem mężczyzna znika. Zrozpaczona Nina zaczyna poszukiwania, które prowadzą ją do starego domu w przedwojennym letnisku. Dom, w ktorym dawno temu ktoś popełnił zły uczynek. Niejeden.
Czy Miłosz i Nina spotkali się przypadkowo? A może są tylko kolejnym ogniwem historii, która zaczęła się dużo wcześniej?



Historia nie ma początku, nie ma kulminacyjenego punktu zaczepienia i nie ma szczęśliwego zakończenia.Ta historia to ciąg dramatów, złych uczynków, i nieodpowiedzialnych decyzji.       W powieści poznajemy bardzo dużo postaci, powiązanch ze sobą losem i przeznaczeniem. Znajdziemy wiele wątków miłosnych, aczkolwiek bez happy endu. Fabuła jest podzielona na trzy części, które podczas czytania fantastycznie się ze sobą łączą. Nadając powieści pełny zarys podjętych decyzji przez bohaterów.

    Muszę przyznać, że książka przypomnina trochę rozsypane puzzle, w jednym rozdziale czytamy o współczesnym pokoleniu rody Chojnickich. Zaś następny rozdział przenosi nas 50 lat wcześniej. Autorka objaśna nam decyzje które wywarły wpływ na dalszych decyzjach Niny.  Czytelnik musi zrozumieć dlaczego wcześniejsze wypadki mają teraz kolosalne skutki tragicznych zachowań. Myślę, że Zyskowska słusznie zrobiła, ukazyjąc nam zarys historyczny w dziejach Polski. Dzięki temu śmiało można było wczuć się w miłosne igraszki i zawody. Podejmowane decyzje przez naszych bohaterów są wręcz namacale, bardzo wiarygodnie przedstawione. Jednakże trudne czasy nie pozwalały na podjęcie odpowiednio dobrych uczynków przez co, Zyskowska wiedziała doskonale co chce osiągnąć i jaki rozmiar chce nadać dalszym  wydarzeniom w życiu Niny. 

"Ciało zawsze goi się najszybciej. A niepamięć mu w tym pomaga. Jednak przemoc nie rodzi się nagle."

Kolejnym efektem dość kluczowym w tej powieści jest toksyczna i patologiczna więź między matką i córką. Która wzbudza skrajne emocje w czytelniku. Ja muszę przyznać, że byłam wściekła i z niesmaczona całą tą sytuacją między bohaterkami. Nie chodzi mi o to, że mi się to nie podobało, aczkolwiek sceny były bardzo poruszające serce. Ale nie sądziłam, że osoby tak sobie bliskie, mogą być tak bardzo różne i nie posiadać szacunku wobedz siebie. Mimo, że Róża w dalszych rozdziałach  zdradza nam powód dlaczego tak jest. Niestety nie jest w stanie wykrzesać z siebie uczuć do córki. W między czasie poznajemy również Sofije z synem Bronkiem Liebermanów. Kuracjiuszy, którzy szybko odnajdują się wśród wczasowiczów. Bronka i Felicje łączy młodzieńcza miłość, która szybko zostaje ostudzona powrotem jednego z bohaterów do Warszawy. W tym pięknym Aninie wybucha jak wulkan: fala emocji i uczyć. To właśnie w tym miejscu dochodzi do miłosnych uniesień, wulgarnych scen i samotności zmieszenej z krzywdą ludzką.

Wybuch II Wojny Światowej przynosi naszym bohaterom nędze i rozpacz. Czas smutku i próby przetrwania w owych czasów. Niestety tu wygrywa chęć przetrwania. Róża postanawia ukryć się z dala od wiejskich mieszkańców. Zaś Felicja z utęsknienkem wyczekuje listów od Bronka. Zaś Bronek dowiaduje się kim jest i pozostaje być wierny  temu kto go wychował. Myśle, że poczas okupacji narodziły się pewne 'demony' które zniszczyły młodzieńczą miłość i zajęły jej miejsce.  Jestem pełna uznania dla autorki, tak ciekawie poprowadziła losy naszych bohaterów. Naistotniejszą rzeczą w tej powieści jest powtórne ich spotkanie: pełne nadzieji, oczekiwań wspólnego jutra. Burza uczuć która wisi nad bohaterami przynosi bardzo złe skutki, błąd który raz zostanie popełniony i  będzie teraz towarzyszył całemu pokoleniowi Liebermanów, Krajewskich oraz Chojnickich.

"-Wiesz, to faceci są zazdrośni o byłych kochanków. My kobiety, jesteśmy zazdrosne tylko o wasze przyszłe związki"

Czasy powojenne przynoszą nową wyzwania i lepsze życie. Droga jaką obrali Felicja i Bronek są bardzo różne. On postanawia odzyskać życie i nadać mu sens u boku córeczki Racheli. Zaś Felicja nie konsekwentnie wpada w romans, czego owocem miłosnych uniesie jest Kazik. Autorka nie kończy powieści na śmierci bohaterów literackich, gdyż duchy przeszłości pozostają z czytelnikiem do ostatnich stron. Przeszłość coraz bardziej przypomina o sobie, a nasi współcześni bohaterzy muszą się z mierzyć z nimi. Zyskowska nikogo nie pomija, każdy postać literacka jest dopracowana i realnie przedstawiona. Naprawdę książkę czyta się szybko i z wielkim zacięciem. Ja nie mogłam się oderwać od lektury, każdy moment w powieści był naprawdę arcy ciekawie poprowadzony. Osoba Niny była również rozbudowana, aczkolwiek czasami mnie irytowała swoimi decyzjami. Nie chcę wam spojlerować, bo książka jest warta przeczytania i zapoznania się z przeznaczeniem naszych postaci literackich.



 Autorka bardzo realistycznie podchodzi do stworzonego przez nią świata. Opisy krajobrazu, uczuć i emocji bardzo mnie zaitrygowały, były na wyciągnięcie ręki. Czułam jakbym to ja przechadzała się między alejkami w parku, albo siedziała nocą nad bagnistym jeziorem i obserwowała gwiazdy. Zyskowska również sprawnie przechodzi między wątkami bohaterów, dzięki temu czytelnik jest ciekawy dalszych losów naszych postaci. Owiana tajemnicą, okolica jest miejscem gdzie Nina chce poznać prawdę, ale dostaje w zamian cierpienie, zmieszaną z alkoholem i przestrogę przed poznaniem prawdy o Miłoszu. Zachwyciła mnie również nieświadomość naszych bohaterów o własnym pochodzeniu, która również ma swoje odzwierciedlenie w podejmowanych decyzjach przez Nine.

"Historia złych uczynków" to nic innego jak spoczywające fatum na postaciach, nieodrwacalnej decyzji i wyrzutów sumnienia. Jest przepowiednią która ma ukarać pokolenie za czyny przodków. Nina jest dobrym przykładem, na to jak ciężko jest ukryć złe uczynki. Ciąży na niej przeszłość i przyszłość popełnionych błędów. Żadna przestroga czy choćby zmiana losy nie jest uczeczką od PRZEZNACZENIA.
W książce jest mnóstwo zagadek i jeszcze więcej dramatycznych decyzji. Lektura jak najbardziej przypadła mi do gustu, lubie takie klimaty z rodzinnymi zagadkami. Myślę, że po trochu przypominała mi powieści Anny Klejzerowicz- jej książki również przedstawiają międzypokoleniowe tragedie i zagadki ukrywane przez rodzine. "Historia złych uczynków" to książka dla każdego fana zagadek ukrywanych przez rodzine, dzikiego romansu i nieprzewidywalnych scen akcji. Gorąco polecam tę pozycje myślę, że nie zawiedziecie się na niej. 






    

poniedziałek, 18 czerwca 2018

21/52/2018/ "Czwarta Małpa" J.D.Barker




Tytuł: "Czwarta Małpa"
Seria: Sam Porter tom 1
Autor: J.D.Barker
Liczba stron: 432
Wydawnictwo: Czarna Owca



 Dzień dobry kochani!!!
  
  "Nie przestawaj czytać. Musisz zrozumieć co zrobiłem" PAMIĘTNIK


"Czwarta małpa" J.D.Barker. Tak zaczyna się  preludium literackie książki, która jest współczesnym odbciem "Milczenia owiec". "Milczenie owiec" czytałam jakieś pare lat temu i byłam pod wielki wrażeniem. To jedna z najlepiej napisanych książek, gdzie wątek i akcja to majstersztyk. O bohaterach nie wspomnę, bo to Thomas Harris jest dla mnie autorem, który ma smykałkę do wykreowania przerażających morderców wszechczasów.



Przejdzmy do "Czwartej Małpy" bardzo się bałam tej lektury, ale nie ze względu na fabułę, tylko przez rozgłos jaki ta książka miała. Starałam się jak najmniej o niej słuchać i czytać, abym mogła obiektywnie do niej podejść i nie kierować się tym co o niej mówią koleżanki/recenzenci/krytycy. 

I udało się. Mogłam na spokojnie podejść do lektury i bez spiny ją przeczytać.


Tajemniczy seryjny morderca zwany przez policję Zabójca Czwartej Małpy (#4MK)  sieje grozę wśród mieszkańców Chicago. Policja od lat bezskutecznie próbuje odkryć jego tożsamość

Przełomem w śledztwie jest wypadek, w którym pod kołamu autobusu ginie pieszy. Prawdopodobnie to Zabójca Czwartej Małpy: prze zwłokach zostaje znalezione charakterystyczne pudełko z fragmentem ciała uprowadzonej ofiary.
Detektyw Sam Porter w kieszeni marynarki mężczyzny znajduje pamiętnik. Musi wejść w umysł psychopaty, by zrozumieć jego zagmatwaną historię i odnaleźć ostatnią porwaną osobę. Zanim będzie za póżno...



Początek książki jest nie konwecjonalnie rozpoczęty, gdyż jak sama policja twierdzi "zabójca" ginie pod kołami autobusu. Zostawiając przy tym swój spadek: za duże buty, zegarek kieszonkowy, siedemdziesiąt pięć centów, kwit do pralni oraz pamiętnki. Ale  nie to jest najdziwniejsze🤔. Pudełko które leży przez sambójcą jest tym samym pudełkiem, które policja otrzymała parę lat wcześniej... Bym mogła wam opowiedzieć cała historię, ale nie tym razem.

Czym są tajemnicze małpy? Co one symbolizują? I co mają wspólnego z lekturą? Tego sami musicie się dowiedzieć. Ja mogę was zapewnić iż Barker stworzył fantastyczną historię z bardzo brutalnymi wątkami. Odnośnie fabuły, jest to naprawdę dobry dreszczowiec z wątkiem psychologicznym, dzięki czemu bardzo dobrze się to czyta. Opisy które na przemian są przeplatane  z pamiętnikiem jest naprawdę bardzo dobrym zabiegiem literackim. Sam pamiętnik to opis dzieciństwa #4MK i tajemnic, które skrywała jego rodzina. To były te momenty gdy szczękę zbierałam z podłogi. Opisy w pamiętniku są niewyorażalnie wypaczonym światem mordercy.


U Barkera czułam styl Harrisa nie wiem czy to dobrze czy żle. Ale napewno to mu pomogło wykreowaniu bohaterów, co jest na plus. Muszę przyznać, że tu nie chodziło o wykreowanie grożniego i nieustępliwego policjanta. Barker trochę odsunął go w cień, tu skupiamy się na mordercy: dlaczego morduje? Co mu to daje? Jaki cel chce osiągnąć? Te i wiele pytań oraz odpowiedzi znajdziemy w tej książce.



Podsumowując. Barker opowiada nam historie oczami  mordercy. To rzadkość w literaturze, aczkolwiek to trudny temat do ugryzienia. O książce można się rozpisywać, ale niechcę wam wszystkiego zdradzić. Bo dzięki tym tajemnicą książka zyskuje pochlebne opinie. Zdecydowanie jest to książka dla miłośnków grozy,  thrillerów psychologicznych i kryminalnych zagadek. Ja osobiście polecam przeczytać tę pozycję. Jest bardzo dobrze napisana, zaskakujące zwroty akcji, bohaterowie bardzo dobrze rozbudowani, aczkolwiek tu chodzi bardziej o rozbudowe postaci #4MK. Polecam gorąco i czekam na więcej od J.D.Barkera.





wtorek, 12 czerwca 2018

20/52/2018/ RECENZJA PRZEDPREMIEROWA "W pułapce" Magda Stachula



Tytuł: "W pułapce"
Autor: Magda Stachula
Liczba stron: 304
Wydawnictwo: Znak



Dzień dobry moliki !!!


      Wyobraźcie sobie, że ktoś was porwał. Wychodzicie sami z klubu i wsiadacie do taksówki....
I tu film wam się urywa. Budzicie się na klatce schodowej (w której mieszkacie) z czarną dziurą w pamięci. Po paru godzinach okazuje się, że z waszego życia uciekły dwa dni... i kompletnie nie możecie sobie przypomnieć, co się wydarzyło od wyjścia z klubu.
     Tak właśnie zaczyna się najnowszy thriller psychologiczny Magdy Stachuli pt. "W pułapce". Muszę przyznać, że po przeczytaniu opisu na okładce miałam już ciarki na skórze. Opisz brzmi tak: "Są rzeczy gorsze  niż strach. Bo strach to dopiero początek". To mnie przekonało, że koniecznie chcę ją mieć żeby móc ją wam zrecenzować.

    Klara budzi się na klatce schodowej. Nie pamięta, co się działo w nocy. Nie wie jak wróciła do domu. Z przerażeniem orientuje się, że od imprezy na którą wyszła w sobotę minęły dwa dni. Odkrywa dziwne ślady na swoim ciele. A później dowiaduje się, że parę miesięcy wcześniej inną kobietę spotkało coś bardzo podobnego. Postanawia się z nią skontaktować. Czy Klara odnajdzie tamtą dziewczynę? Co odkryje? A może coś jej grozi....


    Koło tej powieści nie można przejść obojętnie, jest mega wciągająca. Poznajemy wiele postaci, które posiadają  wiele uczuć i emocji. Stachula nic przed nami nie ukrywa, pisze prosto i bardzo szczegółowo. Każdy wątek powieści jest przedstawiany bardzo wyraziście. Codzienna rozpacz i maniakalna wizja prześladowania głównych bohaterek Klary i Lisy jest bardzo realna i rzetelnie przedstawiona. Miałam wrażenie, że bohaterki to postacie prawdziwe, które zagubiły poczucie własnej wartości i chęci do życia.. Autorka bardzo celnie uchwyciła problemy naszych bohaterek: strach- który zamieszkał w ich życiu, oraz przerażenie- przed którym się nie ukryją.

    Cała fabuła przypomina pamiętnik. Wiemy dokładnie co i kiedy się wydarzyło. Jest to bardzo przydatny element w całej tej układance, ponieważ jest mało miejsca na domysły. Klara i Lisa to bohaterki, które o sobie nic nie wiedzą, nie znają się, nigdy się nie spotkały i są z różnych środowisk społecznych, ale połączył je jeden człowiek- PORYWACZ.
    W powieści czuć dramatyzm, strach, ale i nadzieję, która również odgrywa ważną role w książce. Najmocniejszą rzeczą, która mnie zaszokowała to bezwzględność i egoizm. Człowiek nawet nie zdaje sobie sprawy do czego może się posunąć, aby zaspokoić swoje żądze. Książka Magdy Stachuli to najlepszy przykład obrazujący psychikę kobiet porwanych, zgwałconych, a następnie odsuniętych na drugi tor i pozostawionych samych sobie. Myśli jakie towarzyszą tym kobietom podczas wracania do codzienności są bardzo brutalne i na wskroś dramatyczne, zaś społeczeństwo i bliskie im osoby nie ułatwiają szybkiego powrotu do zajęć.


    Podsumowując. Powieść Stachuli jest napisana bardzo prostym i łatwym językiem, szybko się czyta i nie posiada nadmiaru zbędnych opisów. Fabuła toczy się dwutorowo, poznajemy dwie, a nawet trzy kobiety z różnych warstw społecznych. Przy czym, ta trzecia kobieta odgrywa trochę postać anonimową, bo nie poznajemy jej imienia i nic konkretnego co by można było powiązać z Lisą i Klarą. Ale do czasu...aż poznajemy zakończenie całej historii. Tu autorka fantastycznie budowała napięcie, ten wątek był bardzo ciekawie poprowadzony i zdecydowanie był najlepszym elementem w tej grze. Oczywiście pod koniec powieści, twórczyni składa wszystkie puzzle i otrzymujemy pełną wizję całego zamieszania. To był ten moment na który tak bardzo czekałam, odkąd przeczytałam pierwsze strony "W pułapce". Stachula nie bawi się w psychologa. Ona nam uzmysławia jak ciężko jest wrócić kobietom do normalnego życia. To mi uświadomiło, że kobietom po dramatycznych przejściach jest ciężko zaufać stróżom prawa lub prosić o pomoc w wymierzeniu sprawiedliwości. Ta książka dobitnie pokazuje ten problem. 
      Przechodząc do porywacza, który w powieści posiada dwie twarze, co jest dobrym przykładem na to, że autorka posługuje się popularnymi schematami dla tego typu książek. W tym przypadku twórczyni zbyt mało udziela nam o nim informacji, aczkolwiek nie przeszkadza to w czytaniu i budowaniu napięcia. Za wiele nie chcę wam zdradzać, bo warto samemu po nią sięgnąć i zapoznać się z bohaterami tejże powieści. Czytało mi się książkę bardzo dobrze, jakbym mogła pochłonęłabym ją w jeden dzień. No, ale musiałam dawkować sobie tę historię. Lektura godna polecenia każdemu fanowi thrillerów psychologicznych i nie tylko. Sądzę, że nie pozostaje mi nic innego jak dołączyć Magdę Stachulę do grona moich ulubionych Polskich pisarzy.

Premiera książki będzie miała miejsce 20 czerwca

Za możliwość przeczytania książki dziękujej Monice Burchart oraz wydawnictwu Znak

poniedziałek, 4 czerwca 2018

19/52/2018/ RECENZJA PRZEDPREMIEROWA "Mała Baletnica" Wiktor Mrok



Tytuł: "Mała Baletnica"
Autor: Wiktor Mrok
Liczba stron: 672
Wydawnictwo: Initium



Witajcie!!!



    Dziś chcę wam trochę opowiedzieć o książce, która ma się niebawem ukazać w sprzedaży. "Mała Baletnica" autorstwa Wiktora Mroka to powieść sensacyjno-obyczajowa, oparta na międzynarodowym skandalu pedofilskim. Dla ciekawskich mogę powiedzieć, że powieść jest na faktach, co dodaje pewnego dramatyzmu w całej oprawie fabularnej.


  Współczesna Rosja. Kulisy tzw. Child porn industry i spraw związanych z nadużyciami w stosunku do dzieci. Dość głośny skandal obejmujący międzynarodowe powiązania biznesowe, wielką politykę, a także emerytowanych agentów KGB.

    W powieści Mroka poznajemy duży wachlarz postaci. Począwszy od policjantów, szpiegów, przestępców, kończąc na pokrzywdzonych dzieciach.
Akcja nabiera rozpędu od pierwszych stron lektury. I tu ku mojemu zaskoczeniu Mrok wypadł bardzo dobrze. Sama fabuła jest bardzo wulgarna, gdyż opiera się na pornografii dziecięcej. Czytając niektóre wulgarne sceny z udziałem dzieci miałam ciarki na skórze, a nawet łzy w oczach i wielką frustrację, że takie rzeczy dzieją się nadal.



Major Alona wraz z ekipą próbują dopaść zwyrodnialców, ale sprawa komplikuje się gdy do gry wchodzą ludzie wysoko postawieni: reżyserzy, informatycy, fotografowie, politycy oraz rzesza klientów uwielbiająca sztucznie wyuzdane dzieci. To ułamek całego zła, które jest bardzo profesjonalnie prowadzone przez Selezniewa i jego żonę Anastazję. 
Postacie w końcu posiadają wizerunek i emocje, których zabrakło w poprzedniej części. Mrok bardzo się postarał w pracy nad wizerunkiem bohaterów. Sądzę, że dobrze mu wyszło, dzięki czemu o wiele lepiej czytało się tę powieść.

Sprawy się komplikują gdy na światło dzienne wychodzi na jaw, że pokrzywdzone dzieci to dzieci znanych dyplomatów. I tu akcja nabiera jeszcze większej prędkości w śledztwie, bo do bandy dołącza, nie kto inny jak? Człowiek o imieniu Rudolf z organizacją CZERWONY PARASOL. Jakie ma zadanie? I Kim jest? Tego wam nie zdradzę, ale mogę  powiedzieć, że bardzo ciekawie i intrygująco jest poprowadzona fabuła. Muszę nadmienić iż "Czerwony Parasol" to pierwsza część z cyklu Z Tajnych Akt Służb Specjalnych. I niekoniecznie musicie po nią sięgnąć, ponieważ tam akcji prawie nie ma, a sama fabuła jest nijaka. Za to w najnowszej powieści macie po krótce opisane czym jest "Czerwony Parasol" i jakie ma zadanie. W poprzedniej części autor słabo przedstawił cel Czerwonego Parasola. Myślę, że byle jak podszedł do wytłumaczenia, czym dokładnie jest ta organizacja. Na szczęście  w "Małej Baletnicy" nie znajdziemy bohaterów, aż tak kluczowych, które odgrywały główną rolę w "Czerwonym Parasolu", aczkolwiek w najnowszej powieści są wymienieni tylko z imienia. Cieszę się, że autor postanawia nam nimi nie zaprzątać głowy tylko snuje fabułę dotyczącą pornobiznesu, z aferą pedofilską w tle.



Podsumowując. Wiktor Mrok podszedł profesjonalnie do tematyki nadużyć seksualnych z udziałem dzieci. Mamy tu rozgrywający się dwutorowo wątek sensacyjno- obyczajowy. Podobało mi się prowadzone śledztwo, które jest bardzo ciekawie opisane. Cały mechanizm pedofilski jest opisany perfekcyjnie. Uświadamia nam jak działają oprawcy. Na oklaski zasługuje podejście psychologa do molestowanych dzieci - było fantastycznie przedstawione. Czuć było fachowo przeprowadzony research przez autora. Zaś zakończenie jest dość bulwersujące. Pisarz już w połowie lektury uzmysławia nam jak może się zakończyć akcja.
   Myślę, że autor powoli wyrabia sobie nazwisko w świecie literatury. "Małą Baletnicę" dobrze się czyta. Nie wieje nudą jak w "Czerwonym Parasolu". Akcja szybko nabiera dynamiki, a śledztwa są przedstawiane czytelnikowi bardzo szczegółowo. Czytało mi się ją naprawdę dobrze, chociaż kilka scen bym pominęła. Były troszeczkę za długie i opisowe, ale było ich stosunkowo mniej niż w pierszej części cyklu. Jeśli miałabym ocenić książkę jako pod kątem tych dwóch dzieł autora, to oceniłabym jako przeciętne dzieło. Jest dobre, ale czegoś mi tam zabrakło. Tajmnicza postać Rudolfa jest za bardzo ukryta pod przykrywką zadań mu wyznaczonych. Trochę żałuje, że autor pod koniec powieści nie odkrył kart dotyczących tej właśnie postaci. Kim jest? Oraz dlaczego postąpił tak jak postąpił? Sądzę, że autor ma pomysł na rozwinięcie fabuły z Rudolfem w kolejnych częściach z tej serii.  I bardzo na to liczę. Jeśli chodzi o polecajkę to myślę, że warto zwrócić uwagę na tę powieść, gdyż pornobiznes to szeroki temat przed którym warto przestrzegać społeczeństwo. Więc jeśli lubicie takie tematy i bardzo rzetelnie prowadzone śledztwo, to coś dla was.

Książka będzie miała swoją premierę 7 czerwca


Dziękuje za możliwość  przeczytanie książki Wydawnictwu Initium




piątek, 25 maja 2018

18/52/2018/ "Miejsce i Imię" Maciej Siembieda



Tytuł: "Miejsce i Imię"
Autor: Maciej Siembieda
Liczba stron: 487
Wydawnictwo: Wielka Litera



Witajcie Moliki !!!!

    Niedawno skończyłam czytać książkę, która niesie w sobie blask diamentu z odrobiną ludzkiej krwi. Mowa o lekturze pt: "Miejsce i Imię" autorstwa Macieja Siembiedy. Książka porwała mnie w najdziksze zakamarki Europy i nie tylko. Historia jaką przeczytałam, utkwi na długo w mojej pamięci. Ta wyśmienita powieść zaczyna swoją przygodę w Amsterdamie w roku 1921, gdzie kręcił się diamentowy biznes. Można powiedzieć, iż Amsterdam był kiedyś kolebką biznesową żydowskich szlifiarzy wykonujących swój fach z doskonałą precyzją. Po "444" nie wiedziałam czego teraz mogę się spodziewać. Jednak wiedziałam, że Macieja Siembiedę muszę mieć na uwadze!!!

    Jakub Kania były prokurator IPN, otrzymuje zlecenie od Instytutu Pamięci Jad Waszem, na odnalezienie miejsca pochówków holenderskich Żydów zamordowanych w hitlerowskim obozie na Górze Świętej Anny. Ale nad odkryciem żydowskiej mogiły krzyżują się interesy wpływowej grupy holenderskich jubilerów. Były agent KGB, zagorzała neonazistka, polskie ABW oraz skorumpowany policjant z Trójmiasta, depczą po piętach Jakubowi Kani. Do czego naprawdę wykorzystywał więźniów generał SS Albrecht Schmelt, który umiera trzy razy?  Co jeszcze kryje zbiorowy grób? Tego dowie się ten, kto dotrze do niego pierwszy... A wyścig się rozpoczął.


    Siedząc teraz nad recenzją, momentami brakuje mi słów, aby opisać to co teraz dzieje się w mojej głowie. To była tak fantastyczna przygoda, w której jako obserwator, mogłam wczuć się w klimat i iść po śladach jakie wyznaczył mi Jakub Kania. Autor nie szczędził w ilości fikcyjnych bohaterów, dzięki czemu akcja nabiera rozpędu. Tacy bohaterowie jak: Dawid Schwartzman, Marta Nagler, John Pinto, Teresa Barska to wytwór wyobraźni wymyślony przez autora, na potrzeby książki. Lecz ich kreacja, była tak prawdziwa, że momentami sama się zastanawiałam czy aby naprawdę oni byli fikcją? Jeśli chodzi o Jakuba Kanię, to ten bohater nabiera dystansu. Jego błyskotliwość i bystrość jest pełna podziwu dzięki czemu zyskuje wielu współprzymierzeńców. Nie brnie w coś co nie ma sensu. Spokojnie przemyśla sprawę i wykorzystuje moment na dobranie się do sprawców. Zaimponowała mi też Teresa Barska, która byłaby idealnym partnerem zawodowym dla Kuby. Ich dialogi były fantastycznie napisane z poczuciem humoru, co dodaje powieści trochę luzu. Jej rola jest dość kluczowa w powieści, co dodaje tajemniczości i mrocznego klimatu.

"Ludzie chętnie wierzą w to, czego nigdy nie widzieli. Katolicy uznają za błogosławieństwo, ale natura człowieka po prostu taka jest. Wiara w coś pozbawionego materialnych dowodów istnienia daje fantastyczne możliwości tworzenia mitów, ubarwiania i zmyśleń, ile dusza zapragnie. Czarny szlif był tego najlepszym dowodem."

    Słowo Jad Waszem oznacza Miejsce i Imię zaczerpnięte z księgi Izajasza.

 "dam [im] miejsce w moim domu i w moich murach oraz imię lepsze od synów i córek, dam im imię wieczyste i niezniszczalne". Żydzi dbają o swoją religijność, starają się każdemu przywrócić pamięć, stawiając pomnik w miejscu pochówku. I to właśnie autor chce nam przekazać w swojej najnowszej książce. Pisarz naprawdę zrobił piękny gest w kierunku Izraela, tak powinna wyglądać prawdziwa przyjaźń miedzy naszymi narodami😉.

    Myślę, że książka powinna ukazać się w tłumaczeniu z języka polskiego na hebrajski, aby naród Żydowski poznał i docenił literaturę o której my i reszta świata w dzisiejszych czasach trochę zapominamy. Lektura jest sentymentalną podróżą do tego co oczywiste, ale i fikcyjne. Autor w posłowiu wyjaśni nam co odkrył, a co stworzył na potrzeby powieści.


    Diamenty o których mową są do dnia dzisiejszego największą i brutalną grą w dziejach ludzkości. Chociaż są piękne, to w ich wnętrzu można dojrzeć ludzką tragedię i wyzysk. Jeden z najtrwalszych kamieni szlachetnych. Są uznawane za drogocenną fanaberię kobiet jako biżuterię, zaś dla mężczyzn za idealny interes do zbicia majątku. Czego możecie się spodziewać po lekturze? Mianowicie klimatycznych opisów, dość intrygującuch zagadek, oraz niewinnej gry słów. Co da wam ta powieść? Na pewno pewną wiedze na temat żydowskiej kultury. Autor pokazuje rolę Polaków w tym wszystkim, która jest również trudnym tematem na podłożu społecznym jak i politycznym. Wachmani śląscy (strażnik więzienny w obozach za okupacji hitlerowskiej) bo o nich również jest mowa w książce, mają dwa oblicza: jedni pomagali, inni raczej uprzykrzali życie Żydów w obozie. Kania zamierza odszukać jednego z wachmanów i zadać ostateczny kres tajemniczej śmierci Davida Schwartza.

"Diamenty są symbolem szczęścia i luksusu, choć powinny kojarzyć się z cierpieniem i śmiercią..."

    Podsumowując. "Miejsce i Imię" Macieja Siembiedy to przede wszystkim genialna powieść historyczno-fikcyjna z wątkiem kryminalnym. Nie trzeba znać poprzedniej części, aby przeczytać "Miejsce i Imię" bo pisarz przedstawia krótki opis bohaterów i ich wcześniejsze poczynania. Nie znalazłam żadnych minusów, których bym mogła się przyczepić. Historia wciąga od pierwszych stron, fabuła jest spójna i bardzo łatwa do zrozumienia. Rozdziały bywają długie zaś podrozdziały są krótkie. A zakończenie to kwintesencja sukcesu jakiego dokonał Kania. Przyznam, że w głowie widziałam dwa rozwiązania, ale autor to tak mistrzowsko rozegrał, że moje przypuszczenia spełzy na niczym. W książce odnajdziemy wielką pasję i hobby z jaką autor podchodzi do historii. Każda strona jest odzwierciedleniem tego co sami chcielibyśmy znaleźć i zachować, albo oddać i zapomnieć. Wyczujemy różne aspekty życia:  miłość, zagadki, historię i pasję. A wszystko to w jednym miejscu i pod jedną nazwą. "Miejsce i Imię" Macieja Siembiedy.